mam dosyc tych humorkow i wkurwiania sie na wszystko, stwarzania na sile problemow i wyladowywania swoich frustracji na mnie. koniec kropka.
skomentuj (1)
rozstaję się z Poznaniem, na dobre? zmieniam całe swoje dotychczasowe zycie, z jednym najwaznieszym wyjątkiem - zmieniam je razem z moim ukochanym :)
skomentuj (0)
ale to stare... ale doskonale oddaje moj nastroj:
skomentuj (1)
dawno nic nie pisalem,ale to przez natlok pracy w ostatnich paru miesiącach: nowe oboiązki w pracy, przygoowania do konferencji no i przygotowania do wycieczki do UK (gdzie zaprosil nas Łukasz). Powrót do rzeczywistości datego, bo w ostatni piątek już po tej fantastycznej 10 dniowej wycieczce lądowaliśmy w Poznaniu.
Trochę posłodzę: Łukasz, którego znałem (w sumie znaliśmy z Lukim) tylko przez neta okazał się być jeszcze fajniejszy i jeszcze bardziej zwariowany w rzeczywistości :)
Odebrał nas z lotniska w Luton i pojechaliśmy prosto do Cambridge, gdzie zakwaterowaliśmy się w hotelu w samym centrum i tego samego dnia wyruszlismy na zwiedzanie. Wieczorem trochę się co niektórzy upili ;) i rozne ciekawe akcje włącznie ze spiewaniem na hotelowym korytarzu się odbywały :D
Następnego dnia, z troche ciezka glowa jechalismy "pod prąd" :D do Londynu gdzie wylądowalismy w hotelu 5 min od London Tower Bridge. Tego dnia do wieczora łaziliśmy sobie po Londynie zapoznając się z okolicą. Drugiego dnia w Londynie zwiedzanie zaczelismy od londynskich lochów - swietnie sie bawilismy i momentami bylo naprawde gorąco :D Po lochach pojechalismy busem w kierunku big bena (bo najblizsza stacja metra byla nieczynna). Tam porobilismy sobie trochę fot, tak samo na Trafalgar Square. Worcilismy do hotelu i zaczelismy sie szykowac na wieczorne wyjscie do dzielnicy Soho (bardzo udane w sumie, bo nikt chyba tyle nie lazil tam co my). Trzeciego dnia w londynie po odstawieniu bagazu do samochodu zeby zdazyc do madame tussauds wzielismy TAKSÓWECZKĘ :D Dobrze ze mielismy bilety kupione online bo inaczej czekalaby na nas 3,5 godzinna kolejka. Łukasz z nami nie chciał wejść bo był już dwa razy - ale miał rezerwację na swoim telefonie, którą musiał pokazać przy kasie - tak to wyszlo ze wszedl z nami za friko :D
Po muzeum wroclismy juz do samochodu i pojechalismy juz prosto do Tamworth - gdzie mieszka Łukasz. Po drodze zabraliśmy jego chłopaka Rossa. W niedzielę połazaliśmy trochę po Tamworth, w poniedziałek cały odpoczywaliśmy.
We wtorek pojechaliśmy obciągiem do Manchesteru. Najpierw pojechalismy do muzeum nauki i przemysłu a dalej na obiad do wioski gejowskiej. Ogolnie wypad ten uwazam za bardzo udany :D Z lekkimi przebojami ale wrocilismy.
W srodę - w urodziny Łukasza - wybraliśmy się w sumie na cały dzień do parku rozrywki - było super!!! Wieczorem przyjechał Ross i pojechalismy do pubu czegos sie napic.
W czwartek znow pociagiem wybralismy sie do Nottingham. Nic ciekawego oprocz kampusu uniwersyteckiego i ciekawej akcji z kelnerem :D
Po powrocie sie spakowalismy i bylo nam juz bardzo smutno ze wyjezdzamy. O maly wlos nie zaspalismy i spoznilibysmy sie na samolot. Ale spokojnie na wszystko starczylo czasu.
Lot przebiegl spokojnie - lekkie tylko turbulencje nad niemcami.
Caly piątek z Lukim sie dolowalismy - a wieczorem wybralismy sie do znajomych opijac te smutki do 3 nad ranem :D
W sobotę rano zerwała nas na równe nogi informacja o śmierci pasażerów i załogi którzy lecieli na uroczystości do Katynia. Pojechałęm po Emirka, którego zostawliśmy na czas wyjazdu u moich rodziców w Kaliszu.
W poniedziałek był ciężki powrót do rzeczywistości - praca.
Było rewelacyjnie! Wszystko nam się bardzo podobało i nie wiemy jeszcze jak długo i jak będziemy dziękować Łukaszowi za to zaproszenie. Już tęsknimy za UK i za tym już 19-letnim wariatem i będziemy robić wszysko żeby tam jak najszybciej wrócić, może już na stałe.
Dziękuję za uwagę,
zest vel. ześciółka
a to coś co mi się kojarzy z wyjazdem :D :
http://www.youtube.com/watch?v=kX-aezMrYa8
skomentuj (0)
jak w temacie :) lukaszu drogi niedlugo juz ;]
skomentuj (0)